Najpierw krótka forma, czyli jak napisać opowiadanie
Krok pierwszy, czyli najpierw opowiadanie
Krótka forma to wrota do prawdziwej sztuki – dlatego zacznijmy od opowiadania.
Krótka forma uczy dyscypliny, bo od początku zmusza nas do całościowego patrzenia na dzieło: zaczynając, musimy już myśleć o zakończeniu; wątek nie wymknie się nam spod kontroli, bo jest tylko jeden, a szansa, że dobrze naszkicujemy postać jednego czy dwóch bohaterów, jest dużo większa, niż w przypadku powieści.
Opowiadanie najlepiej nadaje się do kształcenia naszego warsztatu także z ekonomicznego punktu widzenia. Przecież nie ma sensu zapisywać setek stron, by później z mozołem poprawiać je całymi miesiącami. Rezultat może być dalej niezadowalający, dlatego należy przyjąć, że bardzo długie teksty to dla młodego twórcy niemal gwarancja zniechęcenia.
Emocje, czyli wróg numer jeden każdego twórcy
Piszemy z potrzeby ducha. Nie ulega wątpliwości, że do pisania pchają nas wewnętrzne emocje. Czy to źle? – ktoś zapyta. Wprost przeciwnie. Ale te emocje mogą nam bardzo utrudnić zadanie. Prawie każdy, kto próbował już pisać, ma za sobą następujące przykre doświadczenie: tekst, który płynął prosto z jego wnętrza, tekst, w którym każdy wiersz, każdy wyraz wręcz miał swe źródło w najczystszym natchnieniu, został odbierany przez innych całkiem niezgodnie z zamierzeniami. Na przykład śmieszył. Albo został źle zrozumiany. Albo najzwyczajniej nudził… W każdym razie w stu procentach „autentyczne” dzieło wypadało w najlepszym razie blado i niepozornie, a po krótkim czasie odbierał je tak również i sam twórca.
Dlaczego?
Musimy zrozumieć jedno: nadmierne emocje to nasz największy wróg. To, co szerokim strumieniem wylewa się z głębi naszej duszy, jest tylko surowym materiałem, dla odbiorców bez żadnej wartości.
Celem tego poradnika jest pokazanie, jak ten surowy materiał ukształtować.
Punkt numer jeden już mamy: przeprowadźmy wyraźną granicę między naszymi emocjami a sztuką i pilnujmy, by nigdy jej nie przekraczać. Oczywiście, do tego problemu będziemy jeszcze powracać.
Dobry pomysł, czyli tak zwany temat
Zastanówmy się, co jest, a co nie jest dobrym pomysłem na krótki tekst literacki.
Załóżmy, że jesteś mieszkańcem dużego miasta, wyjechałeś na czyjeś zaproszenie na wieś i spędziłeś tam nadspodziewanie piękny dzień na łonie natury. Nic szczególnego się nie wydarzyło, ale bezpośrednie wielogodzinne obcowanie z przyrodą pozwoliło ci spojrzeć na świat inaczej, radośniej, dało ci przypływ nowej energii, coś w tobie zmieniło. Przeżyłeś coś wyjątkowego – to Twoje wrażenie, więc nikt nie może zabronić ci tak myśleć – a ty czujesz, że musisz o tym napisać. Pomysł masz taki: pokażesz, jak zobojętniały na wszystko mieszczuch wyjeżdża na wieś i na łonie natury odnajduje drogę do samego siebie.
Uwaga – to nie jest dobry pomysł na tekst literacki! Według wszelkiego prawdopodobieństwa powstanie z tego mieszanka składająca się z opisów przyrody i twoich stanów wewnętrznych. To dobre na wpis do własnego pamiętnika, ale nie na opowiadanie. Dlaczego?
To, o czym piszesz, musi mieć dynamikę. Musi pokazywać zmianę, wpływ czegoś na kogoś i coś musi z tego wynikać.
- Chwileczkę – powiesz – przecież ja właśnie chciałem pokazać zmianę: zmianę, która się we mnie dokonała, niemal z godziny na godzinę. Czy to nie jest wystarczająco dynamiczne?
Odpowiem wtedy, że będzie to zmiana na jednej płaszczyźnie i marne szanse, by opowiadanie było interesujące.
Co byłoby zatem dobrym pomysłem?
Pozostańmy przy naszym temacie z wyjazdem. Powiedzmy, że na wsi spotkałeś dawnego znajomego. Również i jemu opowiadasz, jak bardzo jesteś zachwycony życiem z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Wracasz do siebie i w najbliższych dniach w dwójnasób ciąży ci życie w tłoku i hałasie. Niespodziewanie dzwoni do ciebie ów znajomy i informuje cię, że ktoś właśnie w tej uroczej wsi sprzedaje niedrogo piękny dom. Po sprzedaży mieszkania w mieście jeszcze zostałyby ci pieniądze, a przy tym dojazd do pracy nie zająłby wiele więcej, niż teraz, gdy przebijasz się w korkach przez całe miasto.
I nagle, gdy to, co tak cię zafascynowało, jest na wyciągnięcie ręki, czujesz, że owa fascynacja nagle znika. Czujesz, że brakowałoby ci tego wszystkiego, co daje duże miasto, a jednostajność wiejskiego życia znudziłaby cię szybko. Znajomemu oczywiście odmawiasz.
Ten pomysł na opowiadanie jest już dużo lepszy. Daje ci możliwość pokazania kilku ciekawych rzeczy, na przykład:
- dla współczesnego człowieka najważniejsze jest wygodne życie
- idylliczne obcowanie z naturą jest wbrew powszechnym deklaracjom czymś, czego współczesny człowiek pragnie co najwyżej od święta
- urok tego, co odmienne, polega właśnie na tym, że to JEST odmienne i nie przynależy do codzienności – gdy stanie się częścią czyjegoś życia, czar pryska
Możesz pokazać tylko jedną z tych trzech rzeczy, możesz wszystkie, dowolnie rozkładając punkt ciężkości; w każdym razie dochodzimy teraz do następnej kwestii.
Teza, czyli co masz do powiedzenia
Spróbujmy wyjaśnić sobie, co właściwie oznacza „mieć coś do powiedzenia”.
W powyższym fragmencie dokonaliśmy przejścia od twoich osobistych przeżyć do prawd uniwersalnych (odbiorca może się z nimi zgadzać lub nie, jednak aspektu uniwersalności nie sposób im odmówić). I to jest właśnie klucz do rozwiązania: znaleźć odniesienie do jakichś prawd/wartości uniwersalnych.
Wydarzenia, które opisujesz, bohaterowie, których przedstawiasz są jakby zewnętrzną warstwą tekstu – ty, stawiając jakąś tezę, musisz nadać im głębię.
Co będzie, jeśli tego nie zrobisz?
W naszym wypadku będzie najprawdopodobniej tak: z twojego jednodniowego pobytu na wsi powstanie reportaż. Może być bardzo interesujący, ale nie będzie już tym, o co nam chodzi.
Jak zatem stworzyć owo przejście do wartości uniwersalnych?
Zwykle wystarczy po prostu sprawdzić, czy ci się to udało. Gdy twoje opowiadanie będzie już zakończone, spróbuj „podsumować” je, stawiając jakąś tezę. Opowiadasz historię życia swojej bardzo skąpej cioci – twoja teza to „Chytry dwa razy traci”, dążenie do czegoś za wszelką cenę prowadzi do odwrotnych rezultatów.
Piszesz o wczasach w zatłoczonej miejscowości nad Bałtykiem – twoja teza brzmi: „Czekając na urlop przez cały rok dobrowolnie skazujemy się na męczarnie, ponieważ chcemy/musimy robić to, co wszyscy”.
Czy znasz opowiadanie Mikołaja Gogola pod tytułem „Płaszcz”? Główny bohater, Akakiusz, mając już dość starego znoszonego płaszcza, postanawia uszyć nowy. Nie jest to łatwe, bo jego skromne przychody zaledwie wystarczają na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a płaszcz to bardzo duży wydatek. Akakiusz snuje całymi tygodniami marzenia o płaszczu; jednocześnie czyni starania, by zgromadzić odpowiednią kwotę, oczywiście za sprawą ogromnych wyrzeczeń. Gdy wreszcie mu się to udaje, a płaszcz jest gotowy, Akakiusz przeżywa najszczęśliwszy chyba dzień swojego życia: nowy ubiór pozwala mu poczuć się kimś innym, lepszym. Płaszcz, przedmiot codziennego użytku, staje się tu synonimem wyzwolenia od codzienności, urasta do symbolu tego, co można by określić jako spełnienie.
Tezę moglibyśmy sformułować tak: każdy ma prawo mierzyć szczęście swoją własną miarą. Jest to tylko przykład, bo każdą myśl można wyrazić przecież na wiele sposobów. Nie zapominajmy przy tym, że gdy utwór już powstanie, każdy odbiorca może zobaczyć w nim coś troszeczkę innego. Pewne jest jedno: wszystkie tezy będą wtedy miały wspólny mianownik.
Nie zawsze, gdy zaczyna się pisać, wszystko musi być jasne. Jeśli na samym początku brak ci konkretnej tezy, niczego to jeszcze nie przekreśla. Pamiętaj tylko, że im wcześniej ją sformułujesz, tym lepiej dla ciebie: teza stanowi bowiem oś, wokół której układają się wszystkie elementy utworu. Jeśli masz tezę, łatwiej ci utrzymać porządek. „Zrealizowana” teza to dowód na to, że udało ci się przejście do wartości uniwersalnych.
Strony: 1 2
